Seks przed ślubem?

Tomasz Józefowicz

Wywiad z Tomaszem Józefowiczem, wykładowcą z  Warszawskiego Seminarium Teologicznego

CHN: Czy wierzący mężczyzna może współżyć z wierzącą kobietą przed ślubem?

Dobrze, że rozmawiamy o parze ludzi wierzących, bo wydaje się, że dla niewierzących nie stanowi to już większego problemu.

_ Ale nawet ludzie wierzący miewają z tym problem, bo zbyt często słyszą sam zakaz, bez wytłumaczenia, bez uzasadnienia.

Albo towarzyszy temu uzasadnienie bardzo ogólnikowe: Bo Bóg tak chce!

_ Chce rzeczywiście?

Tak. Słowa z Ewangelii Mateusza, nawiązujące do I Księgi Mojżeszowej, są jasne. Mężczyzna i kobieta mogą stać się jednym ciałem - czyli podjąć współżycie - dopiero wtedy, gdy „opuszczą ojca i matkę”. Czyli kiedy staną się małżeństwem.

_ Dlaczego?

Bo w małżeństwie biorą za siebie pełną odpowiedzialność. Mają się kochać z pełnym oddaniem i poświęceniem, tak jak Chrystus umiłował Kościół. Do końca. Do śmierci. Mąż ma być głową rodziny, czyli służyć jej wszelką pomocą. Odpowiadać na jej potrzeby, pomagać. Kobieta, w odpowiedzi na taką miłość, może odpowiedzieć swoją miłością, pełną szacunku wobec męża.

_ Tak może się już kochać para, która tylko ze sobą chodzi.

Pełna jedność i odpowiedzialność oznacza gotowość na przyjęcie potencjalnego owocu współżycia, jakim jest dziecko. Taka gotowość ma miejsce dopiero w nierozerwalnej wspólnocie mężczyzny z kobietą, po opuszczeniu ojca i matki, czyli w małżeństwie.

_ Jednak wokół nas dominują inne przekonania.

Tak. W otaczającym nas świecie funkcjonuje romantyczny mit „zakochania się”, które ma usprawiedliwiać podjęcie współżycia seksualnego. Ale jest też mit realistyczny, który usprawiedliwia współżycie przed ślubem, powszechnością tego rodzaju zachowań. - Wszyscy tak robią – mówi realista idąc z dziewczyną do łóżka, w odróżnieniu od romantyka, który woła w takiej sytuacji: Przecież się zakochałem!

_ Wierzący musi się uwolnić od obu mitów głoszonych przez otaczający świat.

A to nie jest łatwe. Związki realisty i romantyka imitują małżeństwo niekiedy dość wiernie i atrakcyjnie. Ale, jeśli się im dokładnie przyjrzeć, to można dostrzec zafałszowania. Często nie opuścili jeszcze ojca i matki, nie wzięli za siebie nawzajem pełnej odpowiedzialności aż do śmierci, nie zdecydowali się na miłość w nierozerwalnym związku. Zostawili sobie furtki. Nie są gotowi przyjąć dziecka. Rozstając się realista powie: Przecież wszyscy tak robią. A romantyk stwierdzi: Już jej nie kocham. Albo: Zakochałem się w innej. Przy rozstaniu realista i romantyk powiedzą jednak też coś podobnego: To było dla mnie ważne przeżycie.

Perspektywa, z której spoglądają, jest wspólna. Jest nią ich indywidualne, osobiste przeżycie. Osobista satysfakcja, przyjemność, przygoda. Ta perspektywa spojrzenia na seks jest obca Biblii. Dla Boga intymne współżycie ludzi jest przede wszystkim wyrazem i równocześnie fundamentem wspólnoty, jaką zaplanował. Adam obdarzony płciowością czuł się niekompletny. Szukał uzupełnienia. Dlatego Bóg stworzył kobietę. Ona stała się odpowiednim, właściwym dopełnieniem Adama. Bóg stworzył z nich wspólnotę, która z założenia miała być sobie wierna i trwać aż do śmierci. To z tej perspektywy ludzie wierzący patrzą na seks. Seks nie jest dla wierzącego prywatną sprawą, ale jest podporządkowany większemu zadaniu, jakim jest stworzenie nierozerwalnej wspólnoty. Dlatego tylko takie współżycie jest właściwe, które tej wspólnocie służy, czyli współżycie w małżeństwie.

_ Jak można uwolnić się od realistycznego i romantycznego mitu?

Wierząc Bogu. Ufając, że On naprawdę chce dobra człowieka. Psalmista mówi, że „jeśli Pan domu nie zbuduje, to próżno trudzi się człowiek”. Zaufanie Bożemu planowi uwalnia od mitów. Bo tu nie chodzi o Boga, który czegoś zakazuje, czy o człowieka, który ma się od czegoś powstrzymać, aby zaświadczyć, jakim wspaniałym jest chrześcijaninem. Tu idzie o prawdziwe dobro kobiety i mężczyzny, ich relacji, owoców ich zbliżenia. Małżonkowie zaświadczają przed światem, że są dla siebie dopełnieniem w myśl Bożego planu i stanowią odbicie tej miłości, jaką Chrystus ma do Kościoła. Będąc wierni sobie nawzajem i troszcząc się o siebie, małżonkowie naśladują Chrystusa w Jego wierności i trosce o Boży lud.

_ A co w takim razie z parami, które ze sobą chodzą?

Boże plany nie dotyczą tylko małżeństwa. Bóg kocha także narzeczonych, kocha pary młodych ludzi, którzy się sobą zafascynowali. Ma jednak wobec nich inne zamierzenia niż wobec małżonków. Nie chce, aby udawali, że są mężem i żoną. Żeby wchodzili w nie swoje role i podejmowali współżycie.

_ Jaki jest Boży plan dla narzeczonych? Albo szerzej - dla wszystkich zakochanych przed ślubem?

To przede wszystkim czas wzajemnego poznawania swoich priorytetów i wartości. Odkrywania tego, jakie są marzenia i życiowe cele drugiej osoby. To okres rozpoznawania powołania, być może wspólnego powołania do jakichś konkretnych zadań, np. grania i śpiewania w zespole, pomocy ludziom uzależnionym, chorym albo wyjazdu na misję. Te powołania nie muszą być takie same. Mogą się dopełniać. Chodzenie ze sobą to również czas przyglądania się temu, jak zachowujemy się w swoich rodzinach, wśród przyjaciół, i realistycznej oceny, jaki to może mieć wpływ na przyszłe, wspólne życie. To są kwestie, którym należy poświęcić uwagę przed ślubem, ponieważ to one będą miały decydujący wpływ na harmonijność przyszłego związku. __