Marzenia biskupa Marka Kamińskiego

Marek Kamiński

 

Rozmowa z biskupem Kościoła zielonoświątkowego, Markiem Kamińskim, o marzeniach, mocy Ducha, programie rozwoju Kościoła i otwarciu kazalnic dla kobiet.

CHN: O czym marzy Biskup Kościoła zielonoświątkowego?

O tym, aby mój Kościół się zazielenił.

_ O wiośnie?

O duchowej wiośnie. O działaniu Ducha Świętego w nas. O potężnym działaniu. O otwarciu się na to działanie. O codziennym, pokornym, ale też pełnym radości i mocy wołaniu: „Przyjdź Duchu Święty!”. Potrzebujemy intensywnego działania Bożego Ducha. Potrzebujemy Go w rodzinach, w zborach, w życiu osobistym. Potrzebujemy tego spotkania z Duchem Świętym, które przemienia życie.

_ Przecież Duch Święty działa od lat. Od tysięcy lat.

Tak. Na szczęście dla Kościoła i wierzących. Ale na ile jesteśmy otwarci na to działanie?  Ilu z nas prorokuje? Ilu śpiewa językami? Ilu ma dar ich tłumaczenia? Ilu uzdrawia? Ilu rozróżnia duchy? Kiedy pierwszy Kościół wybierał diakonów, apostołowie chcieli, aby diakonami zostali ludzie pełni Ducha. Istnieją więc biblijne kryteria rozpoznawania, kto jest pełen Ducha, a kto nie.

PRZYJDŹ DUCHU ŚWIĘTY

_ Po czym Biskup poznaje, że jest w zborze, w którym są ludzie pełni Ducha?

W czasie uwielbienia zaczynam odpoczywać w Panu. Mam w sobie radość i pokój. I widzę, że w tym zborze jest miejsce dla prorokowania, śpiewania językami, daru tłumaczenia, uzdrawiania, wkładania rąk na tych, co się źle mają. Że ten zbór  zadaje Bogu pytania i oczekuje od Niego odpowiedzi. I najważniejsze – bo wszystko to ma przecież swój cel – że zbór ten jest pełen miłości, cierpliwej i łaskawej. Że ta miłość przynagla do stałego ewangelizowania. Do ratowania niewierzących. Do głoszenia im Dobrej Nowiny. Do zakładania nowych zborów. Pomocy potrzebującym. Przebaczenia. I widzę, że dla pastora i zborowników wszystko to nie jest teorią, ale codziennym doświadczeniem. Słychać to w ich świadectwach. Bo wiosnę przeżywa się osobiście, a nie tylko słucha opowieści na jej temat. Niech więc Kościół się zazieleni. Marzę o tym. Modlę się o to.

_ Od czego miałoby się to wszystko zacząć?

Na pewno od codziennego wołania: „Przyjdź Duchu Święty!”

_ Kto ma wołać?

Wszyscy, a zwłaszcza pastorzy, we wszystkich zborach.

_ Dlaczego Biskupowi tak bardzo zależy na pastorach?

Bo mam dbać o Kościół. I wiem, jak ważne dla Kościoła jest zgodne wołanie pastorów: „Duchu Święty przyjdź do nas!”. A zarazem, jak ważne jest wołanie każdego z nich z osobna: „Duchu Święty bądź obecny w moim życiu!”. Sam proszę Boga, aby nas pastorów używał intensywnie. Abyśmy oddali się Mu w stu procentach. Abyśmy służyli Mu z pełnym poświęceniem. Jeśli w nas będzie miejsce na Jego działanie, to miejsce znajdzie się też w naszych zborach.

_ Uczniowie, czekając na zesłanie Ducha Świętego, modlili się wytrwale i zarazem jednomyślnie, czyli w miłości wzajemnej. 

Chciałbym, abyśmy się tak właśnie modlili. Wytrwale i zarazem w jedności, w miłości, w przebaczeniu. Z mocą. Wszystko zaczyna się od takiej modlitwy. Od otwarcia na Boże działanie. Wiem, że Bóg czeka na naszą modlitwę, że sam nas do niej zachęca. Wystarczy, że wyciągniemy ręce. Wytrwale i jednomyślnie.

_ I co dalej?

Kiedy mówię o stworzeniu w zborze miejsca na działanie Ducha, to myślę konkretnie o zachętach i możliwościach, jakie wspólnota i jej przywódcy dają na przykład ludziom obdarowanym prorokowaniem. Przecież ktoś musi te osoby ośmielić, zachęcić. Dać im czas, miejsce, poświęcić uwagę. Nie każdy prorok będzie miał bowiem siłę, aby przedzierać się przez niezliczone przeszkody, krytycyzm albo chłód otoczenia, które staje się tak ostrożne wobec manifestacji Ducha Świętego, że w praktyce mówi Mu: „Działaj Duchu gdzieś w Brazylii. Wolimy twoje manifestacje podziwiać na odległość”.

_ Może pastorzy obawiają się błędów. Bo przecież komuś może się tylko zdawać, że jest prorokiem albo że tłumaczy modlitwę językami?

Po owocach ich poznacie. A owoce działania Ducha Świętego to miłość, radość, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość. Bóg podpowiada nam też, jak możemy rozpoznać fałszywych proroków. W zborach są przecież osoby wyposażone w umiejętność rozpoznawania duchowych darów. Wystarczy, aby się rozejrzały wokół siebie i sprawdziły, jakie owoce przynosi każdy z wierzących. Ale obawa przed błędami nie może paraliżować i prowadzić do zamknięcia się na działanie Ducha Świętego. Będą błędy, będą napomnienia. Piotr też błądził. Paweł napominał go. I Kościół rozwijał się dalej.

_ Nie należy się więc obawiać nadchodzącej wiosny?

Oczywiście, że nie. Bo co się z nami stanie, jeśli zamkniemy się na działanie Ducha Świętego? Może ktoś w zborze jest uzdolniony przez Niego do prorokowania, uzdrawiania, do czynienia cudów albo do tłumaczenia modlitwy językami? Dzięki tym osobom możliwa stałaby się odważna ewangelizacja. Zbór musi pozwolić takim ludziom istnieć. Dostrzec ich. Odkryć. Oni są pośród nas. Pastor może nie tylko zachęcać do śmiałego manifestowania darów Ducha, ale wręcz otoczyć opieką duszpasterską osoby, na przykład tłumaczące modlitwę językami albo prorokujące. Te z kolei powinny się uczyć, jak z pożytkiem dla wspólnoty używać obdarowania. W obdarowaniu też następuje wzrastanie.

_ Po co to wszystko? Dlaczego tak ważne jest zazielenienie się Kościoła?

Dary Ducha Świętego nie mają poprawiać nam samopoczucia ani prowadzić do popisywania się nimi i udowadniania, który zbór lub Kościół jest lepszy. Wszystko podporządkowane ma być głoszeniu Dobrej Nowiny o Bogu, który nas ukochał tak bardzo, że Syna swego dał, abyśmy nie zginęli. Duch Święty czyni obecnym dzieło Jezusa wśród nas. Ludzie zostają obdarowani. Jedni prorokowaniem, inni zdolnością uzdrawiania, jeszcze inni modleniem się językami czy rozpoznawaniem duchowej rzeczywistości. Wszystko po to, abyśmy nie zginęli. Abyśmy wyszli z niewoli grzechu i śmierci do wolności. Mamy to z odwagą głosić. Mamy z całą energią, na jaką nas stać, zapraszać wszystkich ludzi na całym świecie do Ziemi Obiecanej. Do życia razem z Bogiem, który bardzo nas kocha. Biblia wskazuje, że Bóg nie zostawia nas samych w głoszeniu, zapraszaniu i ratowaniu. Daje Ducha, który nam pomaga.

_ Jak na to odpowiedzieć? 

Dać się prowadzić Duchowi. Gdy wołamy i prosimy o Jego wiosenny powiew, o dotknięcie ogniem miłości, deklarujemy gotowość do poddania Mu się, do pójściatam, gdzie On chce. Może do jakiejś nowej służby albo do takiej, która istnieje od dawna. Może do pocieszenia kogoś, kto potrzebuje nadziei. Może do modlitwy za chorego, odwiedzin niedołężnego, spotkania z więźniem, nakarmienia głodnego, ugoszczenia przybysza. Wszystko po to, aby głosić Dobrą Nowinę.

GŁOSIĆ Z NAMASZCZENIEM

_ Jeśli Kościół ma się zazielenić, to i jego nauczanie powinno zostać ożywione wiosennym powiewem.

Ano właśnie.

_ Wyobraźmy sobie, że kaznodzieja wreszcie nie przynudza. Czy to pierwsza oznaka zazielenienia?

Niezłe (śmiech). Uczniowie, którzy wysłuchali nauczania Jezusa w drodze do Emaus, wspominali, że pałało im wówczas serce. Zadaniem kaznodziejów jest mówić tak, by porywać słuchaczy. Głosić z namaszczeniem. Przekazać Boży głos, a nie wykład teologiczny lub społeczny.

_ Kiedy kaznodzieja ma szansę głosić z namaszczeniem?

Wtedy, gdy sam jest namaszczony. Gdy lśni Bożą chwałą. Kazanie zaczyna się od jakości życia i modlitwy kaznodziei. Choć oczywiście to nie oznacza, że ma mówić bez wcześniejszego studiowania Biblii. Namaszczenie nie wyklucza rzetelnego przygotowania, wręcz je zakłada.

_ A czy kazania nie są dziś za długie?

No dobrze, powiem to. W wielu wypadkach są za długie i zbyt informacyjne. Brzmią jak hasła w encyklopedii biblijnej. Najeżone cytatami. Odnośnikami. Ciągną się przez kilkadziesiąt minut. Ich tematem są często sprawy, które można by poruszyć na spotkaniu grupy domowej, ale nie przy okazji niedzielnego nabożeństwa.

_ A co w niedzielę?

Coś co porwie, odkryje miłość Bożą, poruszy serce do odpowiedzenia miłością. Odnowi. Będzie świeżym powiewem albo pełnym żaru przypomnieniem, które pomoże wydźwignąć się z trudności. Kazania niedzielne muszą stawiać przed słuchaczem wyzwania, inspirować do przemiany. Tak głosił Piotr w dniu zesłania Ducha Świętego.

_ Problem z kaznodziejami jest we wszystkich Kościołach podobny. Wielu z nich jest przekonanych, że głosi dobrze, a nawet lepiej niż dobrze.

Dlatego chcemy organizować różnego rodzaju konferencje i szkolenia dla kaznodziejów. Jedno już się odbyło. W maju. Bardzo inspirujące.

KSZTAŁCENIE DUCHOWNYCH

_ Pastor staje się dzisiaj specjalistą w wielu dziedzinach. Oczywiście najważniejsze jest jego życie duchowe, decydująca o wszystkim przyjaźń z Bogiem, otwarcie na działanie Ducha Świętego, poddanie się Jego prowadzeniu, miłość do zborowników. Ale chciałbym porozmawiać też o przymiotach ludzkich. Co pastor powinien umieć?

Mówić o Bogu w zrozumiały sposób. Rozmawiać z ludźmi. Słuchać ich. Doradzać im. Do nabycia tych umiejętności i niezbędnej dla ich rozwinięcia wiedzy konieczne jest studiowanie.

_ W szkole biblijnej?

Najlepiej, gdyby to były regularne wyższe studia na dobrej uczelni, zwłaszcza jeśli ktoś chciałby być prezbiterem. W Polsce takie wykształcenie oferuje chociażby Warszawskie Seminarium Teologiczne. Oczekuję, że za 5 lat wszyscy prezbiterzy będą mieli co najmniej licencjat z teologii. Mam na myśli wszystkich kandydatów na prezbiterów. Ale szkoły biblijne w Polsce i za granicą oraz uczelnie teologiczne są też miejscem, gdzie powinni kształcić się liderzy różnych innych służb. Będziemy ich do tego zachęcać.

ZAKŁADANIE ZBORÓW

_ Mówi Biskup, że wszystko to ma służyć głoszeniu Dobrej Nowiny, ratowaniu ginących, przynoszeniu nadziei na nowe życie razem z Bogiem. Nadeszła pora, by ruszać na krańce ziemi?

Stale jest taki czas. Bez głoszenia wierzący usycha. Ale chciałbym rok 2011 uczynić rokiem zakładania nowych zborów. Wierzę w rozwój Kościoła poprzez zakładanie zborów. Kościół musi dotrzeć do ludzi. Być obecny we wszystkich powiatach. Bo zapraszanie ludzi na okazyjne nabożeństwa do domu kultury, rozdawanie traktatów nie zadziała, jeśli w tej miejscowości nie powstanie zbór.

_ Pewnie wszystko zacznie się od małych grup domowych.

Tak. I one muszą stać się widoczne w lokalnych społecznościach. Będą dawać codzienne świadectwo. Trzeba dotrzeć z Kościołem tam, gdzie ludzie żyją. Liczę, że zakładanie nowych zborów wyzwoli też energię w już w istniejących. Pastorzy w nowych zborach powinni pracować społecznie. Trzeba się z tym pogodzić. Lepiej żeby raczej zamieszkali w miejscach, gdzie zbory będą powstawać, niż tam dojeżdżali.

_ Czasy się zmieniają, ale lokalne władze, które często są pod wpływem Kościoła katolickiego, mogą temu nie sprzyjać.

A władze rzymskie w czasach pierwszego Kościoła sprzyjały? Już się modlimy o 300 nowych zborów w miejscowościach wytypowanych przez pastorów. Za rok przyjdzie pora na dalsze kroki. Ale trzeba zacząć od modlitwy. Zakładać nowy zbór może jeden większy albo grupa zborów. Warto przy tej okazji rozejrzeć się w swoich społecznościach, bo jeśli są w nich osoby z jakichś mniejszych miejscowości, to można na nich oprzeć budowanie. Warto wesprzeć także małe wspólnoty, już istniejące placówki. Zaoferować im służbę kaznodziejską, muzyczną. Zaczniemy jednak od trzech miesięcy postu, modlitwy i słuchania Boga. Duch nas poprowadzi, wszystko co trzeba nam przypomni, nauczy i podpowie.

_ Nowe zbory będą potrzebowały pastorów i kaznodziejów. Skąd ich wziąć?

Historia ruchu zielonoświątkowego mówi, że najlepszymi przywódcami są osoby, które  zakładały zbór.

KOBIETY KAZNODZIEJAMI I PASTORAMI

_ Kobiety też?

Tak. One też zapisały się w historii ruchu zielonoświątkowego w roli założycielek grup domowych, później przywódców lokalnych społeczności wierzących, a wreszcie pastorów i kaznodziejek. Niekiedy nawet w roli założycielek całych denominacji. Gdyby dzisiaj zabrakło służby kobiet w Kościele, Kościół miałby się źle. Spójrzmy chociażby na służbę katechetek albo na liderki grup uwielbienia. Albo na dziewczyny zaangażowane w służbę młodzieżową lub studencką. Albo kobiety prowadzące grupy domowe, spotkania siostrzane. Co byśmy bez nich zrobili? Są skarbem całego Kościoła.

_ Ale włączenie kobiet w służbę kaznodziejską może wywołać kontrowersje.

Chciałbym, abyśmy najpierw mieli odwagę o miejscu kobiet w Kościele rozmawiać. Unikanie spokojnej rozmowy na temat spraw kontrowersyjnych, nie świadczyłoby o nas dobrze. Trzeba bez emocji rozważyć argumenty biblijne, historyczne i kulturowe. A potem?  Najwyższą władzą w Kościele jest Synod. Będę przekonywał w nim zgromadzonych do takiego otwarcia na kaznodziejską służbę kobiet, które uszanuje autonomię zborów. Kobiety mogłyby usługiwać kazaniami w tych zborach, gdzie chcieliby tego pastor i rada starszych. Wierzę, że Synod podejmie decyzję uwzględniającą potrzeby Kościoła i Boże powołanie. Przecież wiele kobiet już od dawna głosi Słowo. Robią to na konferencjach i różnego rodzaju spotkaniach. Robią to znakomicie. My tylko nie nazywamy tego nauczania kazaniami. W przededniu zakładania nowych zborów warto wzmocnić szeregi kaznodziejów głoszących Słowo.

_ Jakieś warunki?

Jeden podstawowy, taki sam jak w wypadku mężczyzn: Boże powołanie. Nie czuję się jakimś feministą, walczącym o prawa kobiet. Bardzo zależy mi jednak na tym, by szczególny nacisk kłaść na rozpoznanie Bożego powołania. Tutaj trzeba bezkompromisowej gorliwości. Tylko i wyłącznie Boże powołanie. To jest jedyne kryterium, na podstawie którego widzę człowieka w służbie.

_ Kryterium płci odpada?

Tak. Nie łudźmy się, że w dzisiejszych czasach możemy zwlekać z udzieleniem w oparciu o Biblię jasnej odpowiedzi na temat służby kobiet. Nie wystarczy powiedzieć siostrom: „Siedźcie cicho”.  Może się zdarzyć, że za kilka lat brak biblijnie uzasadnionej odpowiedzi w sprawie kobiet wywoła burzę w Kościele. Kobiety mają prawo, by społeczność wierzących z łagodnością i szacunkiem wytłumaczyła się ze swego rozumienia ich roli w życiu zborów.

_ Kaznodziejki, misjonarki, ewangelistki są obecne w ruchu zielonoświątkowym niemal od samych jego początków. Ale co z kobietami pastorami albo raczej pastorkami?

Jeśli Bóg powołał jakąś kobietę do założenia wspólnoty, jeśli się to przez nią stało, jeśli ona wszystko organizowała, to dlaczego nie miałaby tej społeczności przewodzić? Argumenty przytaczane przez niektórych teologów mnie nie przekonują. Co słyszę? Jakieś teorie o szczególnym autorytecie mężczyzny. Myślę wtedy sobie o podstawowym przesłaniu Biblii. A ono mówi, że Bóg stworzył i zbawił mężczyznę i kobietę jako równych. Oboje są też prowadzeni przez Ducha Świętego i otrzymują Jego dary bez względu na płeć. Wszyscy jesteśmy równo ukochanymi dziećmi Boga. Fragmenty z Biblii trzeba zawsze tłumaczyć w oparciu o podstawowe konteksty, a nie mówić, że owszem, jesteśmy równi, ale niektórzy w pewnych okolicznościach są równiejsi.

Podkreślam jednak, że ostateczną decyzję podejmie Synod. A dalej rady zborów i pastorzy. Chcę też uczciwie dodać, że nie mam zamiaru poświęcać dla tej sprawy jedności i pokoju w Kościele. Nie zaszkodzi nam jednak rzetelna dyskusja. Pomoże ona w podjęciu decyzji opartych na wspólnej odpowiedzialności za budowę Królestwa Bożego.

_ Zwłaszcza jeśli decyzje miałyby dotyczyć kobiet, które zakładały zbory. Wyznaczanie tym wspólnotom innych, zewnętrznych liderów, tylko w oparciu o kryterium płci, mogłoby być bolesną niesprawiedliwością.

Kiedyś na Litwie widziałem pewną siostrę misjonarkę. Założyła zbór. Wszystko organizowała. Zbór ją kochał. Nauczała, pomagała, doradzała, ewangelizowała. Ale kiedy trzeba było chrzcić, przyjeżdżał pastor z sąsiedniej miejscowości. Do wieczerzy i błogosławieństwa dzieci też. Ale do chorych i niedołężnych szła misjonarka. Płakała z płaczącymi na pogrzebach. Słowem, Bóg powołał ją do przewodzenia tej społeczności. I wreszcie zbór, wraz z całym Kościołem, dojrzał i uczynił ją pastorem. Co ja w takim wypadku miałbym takiej siostrze powiedzieć? Że się nie nadaje na pastora ze względu na płeć? I uzasadnić to wyrwanymi z kontekstu fragmentami z Biblii?

_ Odważne stwierdzenie…

Nie sądzę, aby od razu było wiele podobnych do wspomnianej misjonarki kobiet. Ale jeśli będą i rozpoznamy, że mają powołanie od Boga, to nie powinniśmy przeszkadzać. Kościół potrzebuje rozwoju, głoszenia Ewangelii, zakładania nowych zborów, ratowania upadających. Duch wyposaża do tego dzieła kobiety i mężczyzn.

_ Rozumiem, że jest to początek dyskusji. Będziemy ją relacjonować w „Chrześcijaninie”.

Wszystko ma swój początek w otwarciu na działanie Ducha Świętego. Także taka dyskusja. Także głosowanie na synodzie.

_ Mogą się jednak znaleźć pastorzy, dla których głoszenie kazań przez kobiety, a zwłaszcza kobieca służba pastorska, będą nie do zaakceptowania. Co wtedy?

Powtarzam, Synod ma otworzyć możliwości, a zbory autonomicznie podejmą decyzję.

_ A jeśli ktoś powie, że nie chce z powodów doktrynalnych trwać w Kościele, który otwarł taką możliwość?

Będzie mi smutno, bo to byłoby nieuczciwe. Trudno zakładać, że akceptujemy tylko jednomyślne decyzje Synodu. Modlę się, aby tak się nie stało.

_ Może jeszcze potrzeba  trochę czasu dla zrozumienia tych zmian?

Więc postójmy w miejscu? Nie. Trzeba już dzisiaj iść na krańce ziemi. Jeśli kobiety miałyby w tym Kościołowi pomóc, to niech Synod zaprosi je do współpracy. A później jedne zbory z tego skorzystają, a inne nie. Niech nas Duch Święty prowadzi. __