Kochajmy katolików

Leszek Mocha

Najważniejszym przesłaniem, z którym chcemy wyjść do Polaków, jest miłość. Do Boga i ludzi – mówi pastor Leszek Mocha z Naczelnej Rady Kościoła.

CHN: Powiedział Pastor na synodzie: „Kochajmy katolików”. Słowa te wywołały poruszenie.

Tak? Nie wiedziałem. Synod skupiał się na programie misji i ewangelizacji. Mówiliśmy, że chcemy głosić Chrystusa. Chcemy zakładać nowe zbory. Najważniejszym przesłaniem, z którym powinniśmy wyjść do Polaków, jest miłość. Do Boga i ludzi. Jak moglibyśmy to głosić, samemu nie miłując? Ewangelizacja to nie teoria, zbiór poglądów, lecz ogłaszanie Bożej miłości, przybliżanie do niej.

_ W Kościołach ewangelicznych przez wiele lat obecna była raczej niechęć do katolików.

Może bardziej do katolicyzmu. Do religii, a nie do jej wyznawców. Chociaż przyznaję, że jasno tego nie odróżniano.

_ Dlaczego?

Bo zbyt mocno nastawiano się na polemikę. Na szermierkę słowną, wymianę argumentów, chwalenie się, kto bardziej podoba się Bogu, kto jest bliżej Biblii. Kto wyznaje prawdę bardziej prawdziwą. To było bardzo męczące. Zamiast ogłaszać Boga, który umiłował ludzi tak bardzo, że wydał swego Syna za nich, od pierwszych słów wdawaliśmy się w polemikę na temat papieża, Marii albo kultu świętych. Myśleliśmy, że w ten sposób przyprowadzimy katolików do Boga? Obrażając ich wiarę, lekceważąc ją, próbując ją przekreślić w burzliwej rozmowie prowadzonej z wypiekami na twarzy? Twierdząc, że nasza racja jest prawdziwsza niż ich racja?

_ Ten model ewangelizacji, jeśli w ogóle tak można nazwać tego rodzaju przedsięwzięcia, na szczęście nie był szeroko rozpowszechniony.

W ewangelizacjach publicznych rzeczywiście ten nurt był śladowy, ale w ewangelizacji indywidualnej takie postępowanie było niestety dość często obecne. Dlatego powiedziałem na synodzie: Kochajmy katolików!

Zobaczmy, jak to wygląda w Biblii. Jezus idzie drogą. Zauważa Zacheusza. Dotyka go swoją miłością i przemienia go w ten sposób, prawie bez słów. Celem jest nawrócenie, osobista przemiana, przyjście do Boga, zaprzyjaźnienie się z Nim, a nie polemika z poglądami religijnymi. Moje słowa o miłości do katolików wyrastają właśnie z tej opowieści o Zacheuszu. Interesuje mnie konkretny człowiek, jego problemy, kłopoty, grzechy, choroby, z którymi się zmaga. Pragnę widzieć przejawy Bożej mocy w jego życiu. Dlatego kocham go razem z moim Panem, który miłuje każdego, jeszcze kiedy jest grzesznikiem. I staję się rękoma, głosem, nogami dla Boga, aby swoją służbą temu człowiekowi ogłosić drogę do zbawienia.

_ Kochać, to znaczy dawać dobro. Co dobrego Pastor mu daje?

Chcę przyprowadzić swego słuchacza do Jezusa. Chcę, aby przyjął Chrystusa do swojego serca. Chcę mu w ten sposób pomóc uporać się z grzechem, by mógł osiągnąć zbawienie.

_ Ale mówiąc na synodzie o miłości do katolików, stwierdził Pastor, że do tego dojrzał…

To był proces. Mimo że nigdy nie głosiłem, iż Bóg działa tylko w Kościele zielonoświątkowym albo tylko w Kościołach ewangelicznych, to jednak mój stosunek do katolików mógł sprawiać wrażenie, że tak w istocie jest. Jednak z biegiem lat odkrywałem, że ludzie nawracają się do Boga niezależnie od Kościoła, w którym od dziecka wyrośli. Bóg przychodzi do każdego człowieka i łamie granice przyjęte przez ludzi. Nic nie może powstrzymać Jego miłości.

_ To bardzo rewolucyjne podejście.

Nie zastanawiam się nad tym. Mam iść na krańce ziemi i głosić Chrystusa. Teraz robię to w warszawskich Złotych Tarasach (nazwa centrum handlowego – red.), udzielając wywiadu „Chrześcijaninowi”.

_ Wierzy Pastor, że wśród katolików są nawróceni chrześcijanie?

Tak. Oczywiście. Przyjęli Jezusa do swojego serca. Kochają Go. Zostali ochrzczeni Duchem Świętym. Wiem, że niektórzy wierzący zapytają: Jak to jest w takim razie możliwe, że ci nawróceni katolicy praktykują tyle obrzędów, które nie mają zakorzenienia w Biblii?

_ Wiele osób rzeczywiście tak pyta. Co im Pastor odpowiada?

Żydzi, którzy nawracali się do Jezusa, też przez jakiś czas praktykowali judaizm. Autor Dziejów Apostolskich pisze o tym wyraźnie. To był temat polemiki Pawła z Piotrem. Temu poświęcono pierwszy sobór. Ale mimo różnicy zdań, cały czas obowiązywało Jezusowe wezwanie do wzajemnej miłości. W Liście do Galatów Paweł pisze o miłości cierpliwej, dzięki której osoby nawrócone mogą wzrastać w wierze.

_ „Po tym poznają, że jesteście uczniami, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”. W historii chrześcijaństwa bywało jednak inaczej.

Ale ja nie mam czasu na powtarzanie błędów przodków. Wezwanie do miłości wzajemnej obowiązuje mnie dzisiaj, dlatego chcę kochać katolików. Wiem, że jeśli tylko będą wzrastać w wierze, to odkryją, jak Jezus pragnie być czczony. Mogę im o tym mówić, ale nie to jest najważniejsze.

_ A co jest najważniejsze?

Odpowiedź na to pytanie została już udzielona przez Jezusa: Miłować Boga i bliźnich, nawet jeśli są wrogo do mnie nastawieni. To jest najważniejsze.

_ Będziesz ich Pastorze miłował, jeśli pozostaną w swoim Kościele?

Miłość, o której mówię, nie ma być sztuczką socjotechniczną. Jakąś psychomanipulacją. Nie chcę bombardować słuchaczy miłością, w nadziei pozyskania ich dla zboru. Powtórzę: Chcę ich kochać razem z Jezusem, który ich umiłował i oddał za nich swoje życie. Chcę im służyć. Jesteśmy po to, by kochać ludzi miłością bezwarunkową, tak jak Chrystus ukochał nas jeszcze wtedy, gdy byliśmy grzesznikami. Jego programem dla Kościoła są miłość i łaska.

_ A ja powtórzę pytanie: Będziesz ich Pastorze kochał także, jeśli pozostaną w Kościele katolickim?

Tak. Będę ich kochał. Wiem, że Pan Jezus ma wobec nich swój plan. Nie zawsze ten plan obejmuje przynależność do Kościoła zielonoświątkowego. Co nie zwalnia mnie z obowiązku ewangelizacji. Z głoszenia moim słuchaczom żywego Jezusa. I cierpliwej miłości, dzięki której będą wzrastać w wierze. Chcę, aby mój Kościół był znany z miłości do Boga i ludzi. __