Czytanie Biblii z modlitwą

Mieczysław Kwiecień

Rozważanie na taki temat w kręgu ewangelicznie wierzących chrześcijan może się wydać co najmniej dziwne. W pieśni, której uczą się dzieci w szkole niedzielnej, wyznajemy przecież zasadę: "Czytaj Biblię, módl się co dnia, jeśli wzrastać chcesz". Rozpoczynając czytanie Pisma Świętego, mamy zwyczaj modlić się o Boże oświecenie. Na zakończenie lektury znów się modlimy, dziękując Bogu za wszelkie światło, naukę czy błogosławieństwo. Jednak podejmując ten temat, mam na myśli mało znany (czy wręcz nieznany) sposób czytania Pisma Świętego. Piszę o tym z ważnego powodu i muszę wrócić pamięcią do swych pierwszych lat po nawróceniu.

Początek wiary jej końcem?

Nawróciłem się do Pana w 1953 r., mając 17 lat. Znalazłem się w I zborze warszawskim ZKE, gdzie wszystko było dla mnie nowe. Najbardziej zdumiewały mnie niezwykłe, bo osobiste modlitwy wierzących oraz pieśni. Lecz Słowa Bożego, które głoszono, nie rozumiałem. Dopiero po jakimś czasie pojąłem, że muszę osobiście uwierzyć Panu, Jezusowi Chrystusowi, i że od Niego zależy moje zbawienie i życie. Zapragnąłem go, pokutowałem i otrzymałem łaskę wiary. Stałem się chrześcijaninem. Jednak popełniłem podstawowy błąd. Uznałem, że na tym koniec.

W tym przeświadczeniu upłynęło mi 19 lat. W tym czasie ukończyłem studia teologiczne w Warszawie i roczne studia uzupełniające zagranicą, a po powrocie zgłosiłem się do pracy w Kościele. Rozpocząłem pracę z grupą młodzieży. Przez ten czas starałem się żyć po chrześcijańsku, nie oczekując, że w sferze wiary coś jeszcze mnie spotka.

Z upływem lat zaczęło do mnie docierać, że w moim życiu nie dzieje się dobrze, choć nie umiałem powiedzieć, z jakiego powodu. Modlitwa i lektura Biblii zaczęły stawać się mozołem, życie i praca wśród wierzących - ciężarem nie do zniesienia. Wierzyłem w Boga, ale stanąłem wobec problemów, które wydały mi się nie do przejścia. I wtedy przyszła pomoc od Niego.

Od początku lat 70. zaczęło przyjeżdżać do Polski dwoje chrześcijan z międzykościelnej misji w Holandii, którym towarzyszyły grupy młodzieży. Świadectwo wiary tych ludzi, ich sposób myślenia, wartościowania i życia nosiły znamiona świeżości. Odpowiadali na nasze pytania, modlili się z nami i podjęli studia biblijne na temat "Co dalej po nawróceniu?". Wtedy po raz pierwszy usłyszeliśmy o potrzebie czytania Pisma Świętego z modlitwą. Rezultat przyszedł niespodziewanie szybko: Słowo ożyło i zaczęło nas zmieniać. I to trwa…

Czuwanie przed Panem

Czytanie Pisma Świętego z modlitwą ma długą tradycję w kręgach chrześcijan z krajów anglosaskich. To wśród nich pojawiło się określenie "quiet time", dosłownie "cichy czas". W krajach niemieckojęzycznych ten sposób lektury Biblii nazywa się albo podobnie ("Stille Zeit"), albo "Morgenwache von dem Herrn", czyli "poranne czuwanie przed Panem".

Dlaczego teraz piszę na ten temat? Po pierwsze, ten temat mi zaproponowano. Po drugie zaś dlatego, że czytaniu Pisma Świętego z modlitwą poświęcam uwagę od lat 70. zarówno w moim środowisku zborowym, przez lata na obozach młodzieżowych oraz w Szkole Biblijnej, która od 1988 r. nosi miano Warszawskiego Seminarium Teologicznego.

Ta wypróbowana metoda karmienia się Słowem Bożym jest, jak się przekonałem, praktycznie nieznana w naszych zborach. Polega na jednoczesnym modleniu się i czytaniu tekstu Biblii. Postępując tak, robimy jednocześnie dwie rzeczy: czytając, modlimy się i odwrotnie.

Przykład z Pieśni nad pieśniami

W Pieśni nad pieśniami znajdujemy niezwykłe świadectwo oblubienicy: "Spałam, lecz moje serce czuwało" (5,2a). Ten tekst w świeżo opublikowanym przekładzie ekumenicznym brzmi: "Ja śpię, lecz serce moje czuwa". Jest tu mowa o dwóch wykluczających się funkcjach, które dzieją się jednocześnie. To nie jest coś zwykłego, to jest właśnie niezwykłe. Oto sen łączy się z czuwaniem! W tym obrazie znajdujemy analogię do naszego rozważania - o to nam chodzi, gdy mówimy o czytaniu Pisma Świętego z jednoczesną modlitwą. Ktoś powie, że to niewykonalne. Przyznaję, że jest wykonalne, choć nieproste. Wymaga to spokojnego serca i umysłu, cierpliwości i wytrwałości oraz skupienia, by modląc się, czytać zarazem uważnie i powoli.

Takie czytanie Pisma Świętego nie jest łatwe, lecz jeśli poświęcimy mu dużo czasu i uwagi, jeśli będziemy wytrwali i czujni, zacznie nam się udawać. Więcej, zasmakujemy w takiej modlitewnej lekturze i będziemy czerpać z niej radość. Nasze czytanie zacznie przynosić owoce. Rozmaite treści zawarte w Biblii, teksty wielokrotnie czytane i te, którym nie poświęcaliśmy dotąd uwagi, staną się wymowne i jasne. Zacznie się czas odkryć biblijnych! Biblia ożyje, zacznie nas zadziwiać, a to, czego nie mogliśmy zrozumieć, okaże się proste.

Co więcej, lekturę Biblii nasycimy modlitwą, a Biblia - jej słowa, jej treści, jej duch - przeniknie naszą modlitwę. Zmieni się zarówno nasze czytanie i pojmowanie Biblii, jak i nasza modlitwa. Zachęcam, byśmy podjęli wysiłek i spróbowali. Uczciwie powtarzam, że nie wszystkim będzie równie łatwo i być może nie od razu się uda. Mimo to spróbujmy. A potem, nie poddając się, próbujmy na nowo i na nowo.

Jestem świadom, że niektórzy podejmą próbę, a jeśli im się nie powiedzie, być może zrezygnują. Przykre to, ale się zdarza. Wielu innych czytelników Pisma Świętego, którzy - czy to powoli i opornie, czy względnie szybko - wdrożą się do nowego sposobu lektury z modlitwą, dostrzeże jednak istotną zmianę. Odniosą korzyści duchowe, które zauważalnie oraz niezauważalnie przejawią się w ich życiu praktycznym.

Przykład z życia Jezusa

Drugi tekst biblijny, jaki chciałbym przywołać w związku z naszym tematem, mamy w Ewangelii Marka 1,35: "A wczesnym rankiem, przed świtem, wstał, wyszedł i udał się na puste miejsce, i tam się modlił". Tekst ten mówi o Jezusie, o tym, jak postępował podczas swego życia ziemskiego. Już wiemy, jak zaczynał dzień. Wstawał wcześnie. Modlitwa była na samym początku Jego planu dnia. Udawał się na odosobnione miejsce. Zwróćmy uwagę na to, co robił, zanim rozpoczął modlitwę. Poprzedzało ją sporo czynności przygotowawczych: wstanie, wyjście i znalezienie spokojnego miejsca. Modlitwa była pierwsza, czas na służbę i działanie przychodził później i - to chyba dla nas jasne - miał swe źródło właśnie w Jego modlitwie.

Ktoś słusznie zauważy: Jezus modlił się, lecz nie czytał jednocześnie Pisma Świętego. To prawda, nie szedł na odludzie ze zwojem Psalmów lub proroków. Lecz miejmy w pamięci, że On był uosobionym (wcielonym) Słowem Bożym. Inaczej mówiąc, był i jest żywym Bogiem i Bożym Pismem świętego Ojca. Modlił się w swym życiu ziemskim i modli się teraz i stale, będąc wywyższony! Był i jest Słowem, które się modli (tak żyje i działa). Jego życie było i jest modlitwą przesyconą Pismem.

Biblijna manna: dar i zadanie

Znamy historię starotestamentową o tym, jak Izrael po wyjściu z Egiptu zaczął postępować tak, że Biblia nazywa to szemraniem (2 M 16,2.7-9). Bóg w swoim miłosierdziu okazał im jednak łaskę i sprawił, że każdy otrzymywał porcję jedzenia na cały dzień. Manna to Boży "chleb z nieba" (16,4, por. J 6,31), "zboże z niebios" i "chleb anielski" (Ps 78,24-25).

Jednak dar udzielony przez Boga zawsze łączy się z zadaniem. W przypadku Izraela polegało ono na tym, że (1) każdy miał zbierać mannę codziennie w takiej ilości, by nasycić siebie i rodzinę (16,16). Dalej, (2) manny nie można było zbierać na zapas, z wyjątkiem dnia poprzedzającego sabat, gdyż na drugi dzień zaczynała cuchnąć (16,20).

Że trzeba jeść codziennie, jest oczywiste. Lecz jako ludzie wierzący nierzadko nie dbamy o swój duchowy posiłek. W Nowym Testamencie najprostszej nauki na ten temat udziela Jezus: "Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale Ojciec mój daje wam [ten] prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chleb Boży to ten, który z nieba zstępuje i daje światu żywot. […] Ja jestem [tym] chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli kto spożywać będzie ten chleb, żyć będzie na wieki" (Jn 6,32nn.).

Pomyślmy chwilę. Manna była dla Izraelitów swobodnie dostępna, lecz żeby ją zjeść i mieć siłę do życia, musieli jej nazbierać. Kto nie wstał rano i jej nie zebrał, chodził głodny aż do następnego ranka. By korzystać z tego, co Bóg im darmo dawał, musieli wstać, wyjść i zebrać. Dopiero wtedy mogli się najeść.

Wyobraźmy sobie, że jakiś Izraelita nie chciał podjąć wysiłku. W rezultacie był głodny, on i jego rodzina. Przykład ten może wydać się sztuczny, czy jednak wielu wierzących - gdy odnieść tę ilustrację do spraw wiary i modlitwy - tak nie postępuje? Ilu chrześcijan nie odżywia się regularnie? Ilu jest głodnych i zagłodzonych? Ilu jest bliskich duchowej śmierci? Ilu umarło? Zapewne i o tym mowa w Liście do zboru w Sardes: "Znam uczynki twoje: Masz imię, żyjesz, a jesteś umarły. Bądź czujny i utwierdź, co jeszcze pozostało, a co bliskie jest śmierci" (Obj 3,1-2).

Biblijna opowieść o mannie jasno obrazuje potrzebę codziennego spożywania duchowego posiłku, który osobiście, bez niczyjego pośrednictwa czerpiemy od Boga. Posiłkiem, o którym mowa, jest czytanie Pisma Świętego z jednoczesną modlitwą.

Z mojego poletka doświadczalnego

Gdy w 1973 r. rozpoczęła się regularna działalność Szkoły Biblijnej w Warszawie, ten nowy sposób czytania Biblii był już moim codziennym zwyczajem. Rozumiejąc wagę tej sprawy, postanowiłem taką lekturę upowszechniać. Zacząłem od grupy ówczesnych studentów, potem pracowałem z kolejnymi rocznikami i robię to także obecnie.

Świadectwo pierwsze pochodzi z lat 70. Przed śniadaniem mieliśmy czas przeznaczony na czytanie Pisma Świętego z modlitwą (wybrane teksty, czytane po kolei, przez 40 minut), potem krótkie dzielenie się "urobkiem" i wspólna modlitwa. Po przeczytaniu kilku ksiąg nowotestamentowych bracia wybrali bardzo odważnie - mimo moich ostrzeżeń - Księgę Nehemiasza.

Na ów dzień wypadło czytanie fragmentu z Neh 7,6-72, w którym nie ma żadnej narracji, nauki ani treści budujących, tylko długa lista imion. Nie zapomnę, z jakim lękiem i z jak usilną modlitwą czytałem wtedy Biblię. Podczas dzielenia się zebraną "manną" Słowa, jeden z braci powiedział: "Mnie Bóg dał dzisiaj zajrzeć do swojej Księgi Żywota". Dla mnie było to coś niezapomnianego. Wszyscy zrozumieliśmy, że tego nie wymyślił, że to poznanie otrzymał od Boga.

Wiele moich kazań i studiów biblijnych ma źródło właśnie w czytaniu Pisma Świętego z modlitwą. Także sporo fragmentów biblijnych, które były dla mnie niejasne, zrozumiałem dzięki niemu.

Trzecie świadectwo ma charakter kolektywny. Wielu absolwentów i studentów WST po cichu wyznało mi, że zachęta do czytania Pisma Świętego z modlitwą przyniosła dobre owoce w ich życiu. Również z tego powodu z takim uporem próbuję zachęcić do niego wszystkich, którzy studiują w WST, a za pośrednictwem naszego pisma kościelnego - także tych Czytelników, którzy o tym dotąd nie wiedzieli.

Jak czytać Biblię z modlitwą?

Pora na kilka spraw całkiem praktycznych. Jakie teksty, jakie fragmenty Biblii wybierać do takiego czytania z modlitwą? W nie ma odpowiedzi jedynie słusznej. Ze względów zupełnie praktycznych, osoba początkująca nie powinna wybierać trudnych ksiąg biblijnych, a wiemy, że w Piśmie Świętym takie są.

Bardzo pożytecznie jest czytać zawsze całą wybraną księgę. Należy czytać wolno, po kolei, fragment za fragmentem. Dla ułatwienia proponuję Ewangelię według św. Marka. Jest najkrótsza, zawiera wiele opisów z życia Jezusa i Jego czynów. Z Listów apostolskich można wybrać któryś z Listów św. Pawła, np. kolejno oba Listy do Tesaloniczan. Są niedługie i nie tak trudne jak choćby List do Rzymian.

Ze Starego Testamentu - tu również nie ma ograniczeń i każdy ma swobodny wybór - proponuję zazwyczaj na początek Księgę Psalmów. Psalmy są bowiem jednocześnie księgą Pisma Świętego, jak i zbiorem modlitw. A to niewątpliwa pomoc przy uczeniu się takiej lektury.

I jeszcze jednak praktyczna rada. Czytając Pismo Święte w proponowany sposób, należy zaopatrzyć się w zeszyt, aby wszystko, co odbierzemy dla siebie ze Słowa Bożego, czytanego z modlitwą - czy to drobiazg, czy to wielkie odkrycie - zanotować dla pamięci. Gdy po jakimś czasie przejrzymy swoje notatki, stwierdzimy, że przeszliśmy kolejny odcinek naszego życia z Bogiem i zobaczymy, co On w nas i z nami zrobił. A także jak inaczej ułożyły nasze relacje z ludźmi. Taki prywatny dziennik będzie zapisanym świadectwem naszej drogi z Bogiem, świadectwem poznawania Go i zapisem tego, czego przez nas dokonał w życiu innych ludzi.

Podczas zajęć ze studentami WST, poświęconych lekturze Biblii z modlitwą, jako przykład często wybieram psalm 121. Czytam bardzo wolno tekst, czytane słowa łączę ze spontaniczną, osobistą modlitwą, wyrażającą to, co budzą w moim sercu i myślach; w modlitwę wplatam treści czytanego psalmu; i modlę się, i czytam… Cały czas czekam z nadzieją, że znajdę swoją codzienną porcję Chleba Życia.

Jeśli przy takim czytaniu Bóg, sama Biblia, jakieś jej słowo przykuje naszą uwagę, zatrzymajmy się, czekajmy, rozważajmy, pytajmy, o co chodzi. Pytajmy i Boga, i Biblię, i siebie, co słyszymy i co rozumiemy, ponieważ w tym może być ta cząstka Bożego świeżego pokarmu, którego On chce nam dzisiaj udzielić. W taki sposób karmimy się Jego Słowem, oddychamy nim, pijemy z niego i odnajdujemy nowe światło lub prostujemy drogę naszego wewnętrznego życia.

I proszę raz jeszcze, pamiętajmy, by czytając Pismo Święte z modlitwą, zawsze czytać je uważnie i bardzo wolno, a z czasem wejdzie nam to krew. __